Leżę teraz w łóżku. Czuję pod sobą lniane prześcieradło, ogrzane do
temperatury ciała i lekko wymięte. Oprócz mnie w łóżku nie ma nikogo.
Pierś już mnie nie bolo, niczego nie czuję. Czuję się świetnie.
Budzę się i sny znikają, prześwietlone blaskiem porannego słońca,
wpadającego przez okno. Powoli zastępują je wspomnienia. Teraz gdy tak leżę
wszystkie wspomnienia skupiają się wokół Becky. Kilka lat przepływa
mi przez palce niczym konfetti bądź opadające kwiatowe płatki. Byłem od
niej starszy. Miałem żonę i wszystko, o czym mogłem zamarzyć. Ale byłem gotów
porzucić to wszystko – dla niej.
Wpadłem po uczy, zakochałem się jak dzieciak. Lubię myśleć ze ona podobnie.
Nasz romans trwał: lekki, zabawny, cudownie odrzucający i nieco niebezpieczny.
Wiedziałem, ze to miłość, w mym umyśle smakowała niczym szampan. Spędzałem z
nią każdą wolna chwile mówiąc Caroline, mojej żonie ze jestem zajęty do późna,
musze wyjechać. W istocie jednak tak nie było.
-Jak myślisz, jakie to uczucie? – spytała. Wracaliśmy do jej mieszkania. -
Wiedząc, ze, co noc wracasz do swojej zony. Jak myślisz jakie to uczucie?
Wiedziałem ze ma racje. Nie chciałem nikogo zranić, czułem się jednak coraz
bardziej rozdarty. Powoli zacząłem zbierać się na odwagę. Zamierzałem
powiedzieć Caroline, że od niej odchodzę. Wyobrażałem sobie radość Becky na
wieść, ze odtąd należę tylko do niej. Owszem, Caroline przyjmie to ciężko, ale
musiałem to zrobić.
Od świąt Wielkanocnych dzielił nas niecały tydzień. Dni stawały się coraz
dłuższe. Zabrałem Becky na kolację do restauracji i gdy oblizywała orzeszkowy
sos z kawałka kurczaka, poinformowałem ja że tuz po świętach zostawię dla niej
żonę. Spodziewałem się ze jej twarz rozjaśni uśmiech, ona jednak nie
powiedziała nic, w ogóle nie zareagowała. Tego wieczoru, gdy wróciliśmy do jej
domu oznajmiła, ze z nami koniec. Wypiłem stanowczo za dużo. Rozpłakałem się
ostatni raz w moim życiu i zaczepem błagać, by zmieniła zdanie.
-Przestań być śmieszny- oznajmiła z prostota. Siedziałem pogrodzony w smutku
na podłodze salonu, oparty plecami o sofę.
Po chwili otworzyła drzwi sypialni i weszła do środka, zamykając je za sobą
na klucz, ja zaś zostałem na podłodze. Opróżniłem do końca butelkę whisky, po
czym pijany w szoku zacząłem krążyć po mieszkaniu.
Nad ranem zrobiłem sobie gargulca. Ulepiłem go z szarej plasteliny.
Pamiętam to dokładnie. Na kominku znalazłem duża bryle plasteliny. Zacząłem
ja ugniatać, aż stała się miękka. A potem, zagubiony w krainie pijaństwa,
wściekłości, sfrustrowanego obłędu zacząłem ja gnieść mocnej. Nigdy nie byłem
rzeźbiarzem, lecz tej nocy coś nabrało kształtu pod mymi palcami: kanciaste
dłonie i szyderczo uśmiechnięta głowa, karłowate skrzydła i powykręcane nogi.
Stworzyłem go z mej żądzy, żalu nad samym sobą i nienawiści, a potem ochrzciłem
ostatnimi kroplami Johnny’ego Walkera Black Label i umieściłem na sercu – mego
własnego gargulca, aby strzegł mnie przed pięknymi kobietami o brązowych oczach
i przed tym, bym jeszcze kiedykolwiek coś poczuł.
Leżałem na podłodze z gargulcem na piersi. Po kilku chwilach zasnąłem.
Gdy ocknąłem się kilka godzin później drzwi sypialni nadal były zamknięte. W
mieszkaniu panował półmrok. Uralem się i wróciłem do domu. Nie pamiętam co
powiedziałem Caroline.
Nieraz widywałem w przelocie Becky, w autobusie, na ulicy. Nigdy nie czułem
się swobodny. Mówiliśmy sobie „cześć”.
Czasami spotykałem dziewczęta: Mądre, piękne, cudowne dziewczęta, w których
mógłbym się zakochać, który mogłyby mnie pociągać. Nie kochałem ich jednak. Nie
kochałem nikogo.
Upewniałem się ze nie kocham Becky, nie potrzebuje, w ogóle o niej nie
pamiętam. Kiedy jednak tak myślałem, gdy powracały do mnie nieproszone
wspomnienia jej uśmiechu bądź oczu, wówczas czułem ból – ostre ukłucie w klatce
piersiowej, namacalny, rzeczywisty ból wewnątrz. Jakby cos wbijało ostre szpony
wprost w moje serce.
I w takich chwilach wyobrażałem sobie, ze czuje ukrytego w piersi małego,
szarego gargulca, który układa się zimny jak kamen w ogóle mego serca, chroniąc
mnie, Az znowu przestane cokolwiek czuć i będę bezpieczny.
Po kilku latach spotkałem ją. Nazywała się Susie. Nie wiem co mnie w niej poruszyło,
może podobieństwo do Becky. Była ode mnie młodsza nawet młodsza niż Becky.
Znalem ja kilka tygodni.
Pewnego wiosennego dnia, trzymając się za ręce przeszliśmy przez parku. Wiosenne
kwiaty skłaniały ku nam Głowy, żółte, pomarańczowe, białe. Niemal zapomnieliśmy
o otaczającym nas mieście .Później tego wieczoru, znacznie później wypiliśmy dość
sake by się rozgrzać i rozjaśnić ten wieczór blaskiem ryżowego wina. Później
złapaliśmy taksówkę i pojechaliśmy do mojego mieszkania.
Sake rozgrzewała moje wnętrze. W sypialni zaczęliśmy się całować, ściskać i śmiać.
Susie przejrzała mój zbiór płyt, a potem włożyła do wierzy LA Woman The Doors.
Nieco później przysunęła się bliżej; czułem na skórze jej ciepło.
-kocham Cię –powiedziała
-dziękuje
-nie „dziękuje” idioto. Spróbuj „ja tez cię kocham”
-ja tez cię kocham – powtórzyłem i sennie ucałowałem jej usta. A potem zasnąłem
W moim śnie poczułem, jak cos rozwija się wewnątrz mnie. Cos zimnego i
ruchomego. Chłód kamienia, lata ciemności. Żal i rozdzierające cierpienie,
jakby pękło mi serce. Chwila wszechogarniającego bolo. Czerń, obcość i krew!
Szary świt także musiał mi się przyśnić. Otworzyłem oczy, opuszczając jeden
sen ,lecz nie powracając na jawie. Moja pierś była otwarta, dosłownie – ciemnie
pękniecie sięgało do pępka Az do nasady szyi. Zna kala w nim właśnie wielka, bezkształtna
dłoń, szara niczym plastelina. Pomiędzy kamiennymi palcami snuły się pasma długich
ciemnych włosów. Ręka na moich oczach cofnęła się w głąb piersi, niczym owad umykający
w szczelinie, gdy zapalimy światło. I gdy tak patrzyłem, zaspany – i tylko
fakt, iż bez cienia wątpliwości przyjąłem wszystkie te osobliwostce wydarzenia wskazywały
ze śnie – pękniecie w mej piersi zaczęło się goić, zarastać, niknąć. Zimna ręka
zniknęła na dobre. Poczułem, ze opadają mi powieki. Byłem zmęczony i znowu odpłynąłem
w gościnną, smakującą sake ciemność.
Zasnąłem, lecz tych snów nie pamiętam.
Obudziłem się wreszcie. Na twarz padały mi promienne porannego słońc. Oprócz
mnie w łóżku pozostał jedynie filetowy kwiat na poduszce. Niedługo będę musiał wstać.
Wstanę z lóżka i powrócę do mego życia.
Zastanawiam się czy jeszcze kiedyś ja zobaczę, i uświadamiam sobie, ze nic
mnie to nie obchodzi. Czuje pod sobą pościel i zimne powietrze na piersi. Czuje
się świetnie, naprawdę doskonale.